niedziela, 9 stycznia 2011

Nie ma mnie tu

Hej :) Podwoje luneczkowe zmieniły siedzibę na Bardziej Zielone Pastwiska. Zapraszamy tu:


http://luneczka.czemunie.com

poniedziałek, 3 maja 2010

Oko, bębenek, murale i majowe sówki

3. majowy poranek. 5:50. Śpią. Hmmm. Lewe anetkowe oko. Rozchylam powieki palcami, nachylam się nad okiem i mówię do niego:

- Chyba mam dzisiaj chrypkę na plecach.

Oko się budzi. Jest coraz większe. I już tak szybko nie zaśnie.

* * *

Po kilku kwadransach.
- Luneczko, a co tu mamy na ścianie?
- ...
- Malunki? Z... Czarnej plasteliny?!
- Nie, to nie malunki! To ptaki. Znowu za bardzo się pomyliłaś!

* * *

Na stole. Rysując sówki:

- Nie trzyjcie tak kredkami! Błona bębenkowa mi pęknie!

Przeholowali. Chyba za dużo ostatnio „Było sobie życia”, z faworytami: „Kubkami smakowymi”, Okiem”, „Uchem” i „Neuronami”:)

niedziela, 25 kwietnia 2010

Znudzony Barbarzyńca, szoko i słońce

Dziś z rana był pośpiech. Bo jechaliśmy najpierw metrem a potem szliśmy nad Wisłę, do księgarniokawiarni "Czuły Barbarzyńca". Ulgę w cierpieniu obcowania z nudnym autorem książeczek Pana Kulki i jeszcze bezbarwniejszymi "paniami artystkami" (jak je rekomendowano) przyniósł mi taaa-daa! batonik czekoladowy. Było rozkosznie, a wszystkich z balkonu zalewałam falami miłości, jak mątwa wypluwająca atrament. O, tu na fotce ta chwila:



Gdy tylko szoko pękło, wystrzeliliśmy natychmiast nad Wisłę pod pomnik Syrenki. Bo zapomniałam nadmienić, że pogoda była dziś c-u-d-o-w-n-a! Po akcji deptania cienia i ucieczki przed cieniem, poszliśmy na niesamowity dach biblioteki uniwersyteckiej, który wygląda jak żywcem wyjęty z NigdyNiekończącejSięOpowieści. No, może nie tak od razu. Bo jeszcze spędziliśmy czas na łące w pełnym słońcu - tarzałam się w świeżej trawie i robiłam małpę, małpę, tygrysa, małpę.


I tak się tym umęczyłam, że aż zasnęłam w drodze powrotnej Gatusiowi na rękach.