wtorek, 22 grudnia 2009

Muszę tu ogarnąć!

Kochana Luneczko! Rośnij nam duża, śmiej się często, psoć wesoło i noś różowe okularki.

I stało się: dzięki esemeskowi od cioci Beatki i Stacy zaczynamy Wieczór Niestrudzonych Poszukiwaczy Różowych, Przeciwsłonecznych Szkiełek.

- Ale gdzie one są? Muszę tu ogarnąć!

Czasami warto zerknąć to tu, to tam. Na środku pokoju lądują stare, zapomniane skarby: torby, torebki, kolorowe papierki, układanki, samochodziki, nalepki, stetoskop. Wszystko w towarzystwie wszechobecnych dziś balonów.

A okularów jak nie było, tak nie ma!

Ogarniam więc dalej: wyciągam z rzeczy do prania pościel i ubranka. Z prześcieradeł powstaje posłanie – leżaczek. Jak w przedszkolu! Jest bliżej okna. Atrakcyjniej. Z dala od Anetki i Gatusia.

- Śpię dzisiaj tutaj! – zapowiadam, pieczętując moją przeprowadzkę.

Sama. Będę spać sama!

Jak Lotta.

Wyprowadzam się. Kilkanaście centymetrów w bok.

Prawdziwa przeprowadzka.

Dorastam.

Trzylatki już tak mają!

piątek, 11 grudnia 2009

Puchatka

- Miodziku! Jeszcze jedną kromasię!
- Będzie za dużo!
- Nie za będzie!

:-)

niedziela, 6 grudnia 2009

Jak jaszczurka!

- Luneczko, ostrożnie! Jak wyciągniesz to pudło, zrobisz dużo hałasu!
- Jestem sprytna!

wtorek, 1 grudnia 2009

Przedszkolaki nie płaczą

Zaprowadziłam dziś do przedszkola Uzika. I on też mnie prowadził, za rączkę, z Gatusiem i Anetką. Luneczka nie płakała, więc i Uzik nie płakał. Uzik nie smucił się, więc i Luneczka się nie smuciła. Z rana przed wyjściem zjadł ze mną płateczki z jagódkami ze słoiczka z motylkiem od babci Marysi i strzelił gigantyczną kupkę radości. I ja też:)


W przedszkolu było bardzo wesoło: tańczyłam na rytmice, udając piórko, bawiłam się w teatrzyk, byłam na spacerze, odkryłam tajemniczy domek, rysowałam esy i floresy. I zygzaki – obowiązkowo! Poznałam wiele koleżanek i kolegów. Najdłużej i najweselej bawiłam się z Amelką.

To był mój 1. dzień w przedszkolu! Przedszkolu69:)
Muszę przyznać, że Uzik sprawdził się
– od dziś jest Prawdziwym Przedszkolakiem.
I ja też!:)

sobota, 28 listopada 2009

Da Bear

Światowy Dzień Pluszowego Misia.

Proszę, by zostawili mnie samą. Sięgam po kolejną, całą gazetkę. Dla dzieci. Hmmm… Bardzo fajny pingwinek! Oooo! A ta zeberka… Obok hipcia… I kotka…
- Luneczko, wycinamy w tych miejscach, gdzie narysowane są nożyczki. To oznacza, że można ciąć TYLKO TU – nalegają Gatuś z Anetką, przeczuwając, co się święci.
- Niekoniecznie! – odpowiadam. Jeszcze raz wypraszam ich z pokoju i szybko kończę po swojemu zadanie.

Po kilku minutach kolejny Miś gazetowy (wydanie specjalne) w strzępach. Palcowe wycinanki: jak nie mogę nożyczkami, wycinam sobie paluszkami. Z pasją:) I kolaż gotowy!


piątek, 6 listopada 2009

CzemuNie

Akcja poranna:

- Anetko, jestem dzisiaj chłopcem!

I stało się :))

Uciekamy na Bum-Cyk-Cyk.
Szczegóły wkrótce.

niedziela, 25 października 2009

Płomienna Andaluzja

¡Arsa!, ¡Olé!, ¡Agui!, ¡Eso!


Szerokie, kolorowe falbaniaste spódnice i suknie, kwiaty we włosach, wachlarze, kolorowe chusty. Gitary, kastaniety, rozgrzewające zaśpiewy, klaskanie, pstrykanie palcami, uderzenia w pudła - cajony. I wszechobecne obcasy ogniście wystukujące rytm.


Dziś w południe odbyłam podróż do odległej, gorącej Andaluzji.


Wyprawa z dużym ładunkiem emocji i nowych ognistych wrażeń zakończyła się dosyć nieoczekiwanie - snem w ramionach Gatusia. Ostatnie pięć minut głośnych owacji i bisów spędziłam u Morfeusza.
A może wpadłam w sidła Duende, ducha flamenco? :-)

sobota, 24 października 2009

Luna w Oku

Od dzisiaj wiem, w jaki sposób zmusić ogromną żabę Gurukmun, żeby oddała wodę wypitą ze wszystkich mórz i jezior świata! :-)


Przed południem po raz pierwszy wpadłam do Oka, czarownego miejsca na Ochocie. Po przekroczeniu progu znalazłam się w innej czasoprzestrzeni: w Czas Snu porwała mnie aborygeńska opowieść i dźwięki didgeridoo, jednego z najstarszych instrumentów świata. Tańczyłam z innymi dziećmi, skakałam, naśladowałam ruchy kangura, strusia, jaszczurki, namalowałam groźną maskę, by po wielu próbach, pokonać żabę.

Oko to bardzo tajemnicze miejsce. Mam przeczucie, że niebawem znów tam zawitam!

sobota, 10 października 2009

- Na "Odlot"?





- Bez dwóch zdań!

poniedziałek, 13 lipca 2009

1. moje waniliowe

lody :-)

z cudownie chrupiącym wafelkiem :-))

A po nich ...Waniliowa Energia!

* * *

- Luneczko, umowa?

- Umowa! Tylko jedna gałeczka, a potem na placyk zabaw!

Jak zwykle, z Gatusiem i Anetką, Twarde Negocjacje :-)

środa, 8 lipca 2009

Chcę i nie chcę

- Chcę iść na spacer!

Po sekundzie:
- Nie chcę iść na spacer!

Po chwili:
- Chcę!

I znowu:
- Nie chcę!
- Chcę!
- Nie chcę!

Potrafię powtórzyć akcję wielokrotnie w ciągu dnia, w wielu okolicznościach przyrody.

No, bywa!

I jeszcze, dla załagodzenia rodzących się napięć:
- Uziku, Anetko, Gatusiu, dajcie spokój!

:-)

piątek, 26 czerwca 2009

Odźwierna i klucznik

Klucznik wtopił – nie miał przy sobie klucza od dolnego zamka.

W środę, po powrocie ze spaceru odźwierna wbiegła do domku, zatrzasnęła za sobą drzwi i przekręciła – jak nigdy – najniższy w drzwiach zameczek: pstryyyyk! Klucznik został na korytarzu. Po kilku minutach bezskutecznych negocjacji pobiegł do ogrodu, skoczył przez płot i próbował przez okno raz jeszcze namówić odźwierną na otworzenie drzwi.

I ...Udało się! Odźwierna zdecydowała się podejść raz jeszcze do drzwi, przekręcić zamek i wpuścić klucznika. Radości nie było końca, ale to już inna bajka.

Odźwierna to ja, Luneczka, dwa latka i pół. Klucznik to oczywiście Anetka.

No, bywa! :-)

poniedziałek, 22 czerwca 2009

sobota, 13 czerwca 2009

czwartek, 4 czerwca 2009

Bębny, kalimby, marakasy



W niedzielę, gdy nadciągnęła burza, schroniłam się w przytulnym, kolorowym miejscu nieopodal parku zabaw przy placu Wilsona i przeniosłam się w serce Afryki. Przez trzy godziny grałam, śpiewałam i tańczyłam z Mamadou, słuchałam afrykańskich bajek. A czaru i szczęścia dopełnił kubek czarnej, gorącej czekolady :-)

sobota, 16 maja 2009

sobota, 2 maja 2009

Pierwsza krew

Trzy zadry na nosie, lekko rozbita-przecięta górna warga, krew w nosie i w buzi.

Dwie sekundy wcześniej wyskakiwałam z Gatusiem ze ślizgawki, sekundę wcześniej biegłam do rurki, gdy niespodziewanie nadjechał chłopczyk uczący się jeździć na rowerze i bum! Zderzyliśmy się! Kierownica wylądowała mi na nosku i wardze.

Po kilku chwilach minął szok a po krwi prawie nie było śladu. Trzy zadry na nosku leczymy bardzo dziwnie pachnącym specjałem ziołowym.

A rowerki? Cały czas mi nie straszne! I bardzo chcę mieć taki duży, jaki ma Gatuś i Anetka - z koszyczkiem i światełkami. Od dziś jednak wzmocnię czujność i będę rozglądać się, czy nikt gwałtownie nie nadciąga w moim kierunku, kiedy przemieszczam się po placyku oddana Bardzo Ważnym Sprawom.

środa, 15 kwietnia 2009

Nowe wymiary – wiosna 2009

Przed piątkową wizytą u Gatusia na Wiatrakach, wiosenne wietrzysko przywiało mnie do gabinetu herrr doktor na test dwulatka. Z sufitu łypnął na mnie granatowy delfin-gigant, a gdy usiadłam przy stoliczku, żółty słoń podał mi na powitanie swoją wielką trąbę.

Pani doktor uważnie zajrzała tu i tam, przyjrzała się, jak stawiam stópki, porozmawiała ze mną o jedzeniu i o tranie, o placyku zabaw, o słoneczku i o oddychaniu brzusznym. To ostatnie bardzo chętnie i natychmiast pani doktor zademonstrowałam.

W międzyczasie pani pielęgniarka dokonała niezbędnych pomiarów. Herrr doktor była bardzo z nich zadowolona. Więc i ja też. Oto one:
Waga: 9,700 kg
Wzrost: 85 cm

Przy wzroście stwierdziła uradowana: ”Luna, fantastycznie! 25 centyl!”. Cokolwiek by to nie oznaczało, odpowiedziałam uśmiechem i już byłam gotowa do drogi. Z nowymi wymiarami, w nieznane! :-)

piątek, 10 kwietnia 2009

My tu Gadu-Gadu

Co to był za dzień! Najpierw byłam na teście dwulatka (o czym w kolejnym njusie), potem Anetka poszła do pani dentystki, a ja... odwiedziłam po raz pierwszy Gatusia w pracy. Poznałam maaasę przemiłych osób, zaś Wujek Filip specjalnie dla mnie napompował ogromną Kung-Fu Pandę. Tak ćwiczyliśmy uderzenia, że aż misiu zrobił siusiu na wykładzinę. Ale jest cały i czeka na moje ponowne odwiedziny.
Luna w Gadu-Gadu

PS. A Cioci Chodzi pięknie dziękujemy za wspaniałe foteczki! :*

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

środa, 18 lutego 2009

Ja jestem King Bruce Lee Karate Mistrz

Wybiegam z łazienki za Anetką, która widząc Gatusia, ćwiczącego w pokoju postawę zwaną „Złotym mostem”, głośno komentuje:

— Oho, Gatuś jak Brus.

W jednej chwili zastygam obok Gatusia w pozie ćwiczebnej.

— Luneczka też jak Brus! — dorzucam kropkę nad i.

wtorek, 6 stycznia 2009

W górach mrozu


Odczuwalna –17. Wybiegam ochoczo. W drzwiach pierwszy przystanek: ściana mrozu cementuje momentalnie policzki. Już po chwili, niezrażona, podążam za kocimi śladami na sąsiednie podwórko. „Nigdzie dalej” – powtarza zarumieniona Anetka. - Pewnie, nie gdziekolwiek! Odkrywam starą, dawno nie odwiedzaną huśtawkę. No i bujaczki. I cały czas te kocie ślady na puszystym śniegu. Zamiast pięciu nasz pobyt wydłuża się do trzydziestu - szalone 30 minut w paszczy mrozu.

Zima, jakiej nie znałam!

piątek, 2 stycznia 2009

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

Telefon. Kobiecy głos składa mi życzenia noworoczne.
— Kto dzwoni? Babcia? — pyta trzymający mi przy uchu słuchawkę Gatuś. — Babcia Marysia z Wrocławia?
— Taak, Luneczko. — dorzuca babcia — Ta babcia co ma na piżamce te kotki.