Klucznik wtopił – nie miał przy sobie klucza od dolnego zamka.
W środę, po powrocie ze spaceru odźwierna wbiegła do domku, zatrzasnęła za sobą drzwi i przekręciła – jak nigdy – najniższy w drzwiach zameczek: pstryyyyk! Klucznik został na korytarzu. Po kilku minutach bezskutecznych negocjacji pobiegł do ogrodu, skoczył przez płot i próbował przez okno raz jeszcze namówić odźwierną na otworzenie drzwi.
I ...Udało się! Odźwierna zdecydowała się podejść raz jeszcze do drzwi, przekręcić zamek i wpuścić klucznika. Radości nie było końca, ale to już inna bajka.
Odźwierna to ja, Luneczka, dwa latka i pół. Klucznik to oczywiście Anetka.
No, bywa! :-)




