









Maaaa Stacy, maaaaa... Zniknęła! Ciocia Beatka też. Odleciały dwa dni temu bardzo daleko wielkim wziuuuu. A jeszcze dzień wcześniej do późna huśtałyśmy się w ogrodzie, jadłyśmy z krzaków jeżyny, borówki i słoneczne pomidory, karmiłyśmy Bonia, puszczałyśmy bańki, bawiłyśmy się w chowanego, witałyśmy się przez płot z Maksem, psem sąsiadów, zbierałyśmy na spacerach biedronki i patyki, wypatrywałyśmy kotków, biegałyśmy po parku za Basią i odwiedzałyśmy w palmiarni ary i żółwie. Może spotkamy się za rok? Papapapapapapaaaaa!
Dwa wspólnie spędzone tygodnie to wielka wyprawa do wrocławskiego zoo, gdzie karmiłam kozy i głaskałam owieczki, widziałam jaszczurki-smoki, wodne żółwie, węże, misie, wilki, strusie, wielbłądy, żyrafy, pawiany, goryle i duże, dzikie koty; to spotkanie z ciocią Agnieszką i kuzynami: Damiankiem, Julią i Miriam; to wizyta u cioci Oli i siedmiotygodniowej Edytki; odwiedziny w Jaworze u cioci Doroty i wuja Wieśka, u Rafała, Agnieszki i Pawełka; to odkrywanie nowych zakamarków w ogrodzie u dziadków i rajdy na taczkach wokół domu; to szukanie z kuzynami Patryczkami świerszczy na łąkach i leżenie w wysokiej trawie; to huśtanie do woli na wszystkich pobliskich huśtawkach; to długie spacery, podczas których nie chciałam być w wózeczku ani na rączkach – chciałam iść na nóżkach sama, nawet jeżeli wszystkim wydawało się, że nie dam rady.
Bilans gorących wakacyjnych zdarzeń zamyka wielkie limo na czole Patryczka, który wpadł trzy dni temu do dziadkowego kompostnika – głową prosto w kamień oraz rozdarte serce siedmioletniego Pawełka. Jego czułe wyznanie miłości w formie listu - laurki Stacy uznała za „très moche” i podarła je, tym samym rozbijając mu serce i resztki złudzeń. Kilka kwadransów minęło nim Pawełek otrząsnał się z łez i powrócił z łazienkowego odosobnienia do świata odczuwających inaczej.
Hmmm... A gdzie Gato? Maaaaaa... Gdzieś tam, w dzikich kniejach, za siódmą górą, za siódmą rzeką. Ale o tym ciiiii...cziiiiiii sza! :-) Osiem dni i go zobaczę!