Szerokie, kolorowe falbaniaste spódnice i suknie, kwiaty we włosach, wachlarze, kolorowe chusty. Gitary, kastaniety, rozgrzewające zaśpiewy, klaskanie, pstrykanie palcami, uderzenia w pudła - cajony. I wszechobecne obcasy ogniście wystukujące rytm.
Dziś w południe odbyłam podróż do odległej, gorącej Andaluzji.
Wyprawa z dużym ładunkiem emocji i nowych ognistych wrażeń zakończyła się dosyć nieoczekiwanie - snem w ramionach Gatusia. Ostatnie pięć minut głośnych owacji i bisów spędziłam u Morfeusza.
A może wpadłam w sidła Duende, ducha flamenco? :-)





