piątek, 29 sierpnia 2008

Po półmetku











Maaaa Stacy, maaaaa... Zniknęła! Ciocia Beatka też. Odleciały dwa dni temu bardzo daleko wielkim wziuuuu. A jeszcze dzień wcześniej do późna huśtałyśmy się w ogrodzie, jadłyśmy z krzaków jeżyny, borówki i słoneczne pomidory, karmiłyśmy Bonia, puszczałyśmy bańki, bawiłyśmy się w chowanego, witałyśmy się przez płot z Maksem, psem sąsiadów, zbierałyśmy na spacerach biedronki i patyki, wypatrywałyśmy kotków, biegałyśmy po parku za Basią i odwiedzałyśmy w palmiarni ary i żółwie. Może spotkamy się za rok? Papapapapapapaaaaa!

Dwa wspólnie spędzone tygodnie to wielka wyprawa do wrocławskiego zoo, gdzie karmiłam kozy i głaskałam owieczki, widziałam jaszczurki-smoki, wodne żółwie, węże, misie, wilki, strusie, wielbłądy, żyrafy, pawiany, goryle i duże, dzikie koty; to spotkanie z ciocią Agnieszką i kuzynami: Damiankiem, Julią i Miriam; to wizyta u cioci Oli i siedmiotygodniowej Edytki; odwiedziny w Jaworze u cioci Doroty i wuja Wieśka, u Rafała, Agnieszki i Pawełka; to odkrywanie nowych zakamarków w ogrodzie u dziadków i rajdy na taczkach wokół domu; to szukanie z kuzynami Patryczkami świerszczy na łąkach i leżenie w wysokiej trawie; to huśtanie do woli na wszystkich pobliskich huśtawkach; to długie spacery, podczas których nie chciałam być w wózeczku ani na rączkach – chciałam iść na nóżkach sama, nawet jeżeli wszystkim wydawało się, że nie dam rady.

Bilans gorących wakacyjnych zdarzeń zamyka wielkie limo na czole Patryczka, który wpadł trzy dni temu do dziadkowego kompostnika – głową prosto w kamień oraz rozdarte serce siedmioletniego Pawełka. Jego czułe wyznanie miłości w formie listu - laurki Stacy uznała za „très moche” i podarła je, tym samym rozbijając mu serce i resztki złudzeń. Kilka kwadransów minęło nim Pawełek otrząsnał się z łez i powrócił z łazienkowego odosobnienia do świata odczuwających inaczej.

Hmmm... A gdzie Gato? Maaaaaa... Gdzieś tam, w dzikich kniejach, za siódmą górą, za siódmą rzeką. Ale o tym ciiiii...cziiiiiii sza! :-) Osiem dni i go zobaczę!

środa, 13 sierpnia 2008

One zawsze wracają

Idą. Zęby rzecz jasna. Piątki i jedna szóstka. Na raz.

Razem z Anetką skutecznie zwalczamy gorączkę: od wczoraj wieczór pękły trzy czopki i kilka naprogramowych pampersów. Ulgę w cierpieniu przynosi mi husiuhusiuhusiu. Nie przepuszczam żadnej okazji i żadnego placyka u Dziadków.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Uciekający pociąg 2

Można powiedzieć, że sprawa z wysypką przyschła. Dosłownie i w przenośni. Nim sobotnie ko pokazało się na dobre, już byłam w brruuum a potem w toktok jadącym prosto do Dziadków.

A w toktok zawarłam kolejną przyjaźń. Obok pamiątka ze spotkania z Asią. Asia ma 3 lata, wspaniałą perystaltykę jelit (co rusz Gatuś sięgał do otwarcia okna i robił przeciąg) i jest najmłodsza z trojga rodzeństwa. Nim dojechała do dziadków do Oławy, pokazała mi jak się robi oko z chrupek. Wziopa!

Czerwona - epilog

W poczekalni u Frau Doktorr

I okazało się, że wysypka to tak naprawdę Nic-Wielkiego. W piątek Frau Doktorr sprawdziła to tu, to tam i ponoć to miks potówek i uczulenia na coś. Pomogła maść. Bananowe wapno podobno też działa, ale tego akurat nie tknę.

W sobotę rano już jechałam toktok do Dziadków. Wkrótce kolejne zerojedynkowe szczegóły.

czwartek, 7 sierpnia 2008

Czerwona - prolog

W pierwszych promieniach jutrzejszego ko miałam wyruszyć toktok do Dziadków na Międzygalaktyczny Zlot Puli Przypadkowych Genów. Ale drapię się często-gęsto i na dokładkę pojawiła się wysypka. Czerwona.

Jutro więc wyruszę.

Ale do pani doktor.

środa, 6 sierpnia 2008

sobota, 2 sierpnia 2008

Ba-se-nik! Ba-se-nik!

Dzisiejsze Poranne Ko™ było bardzo piękne, więc tajemnicze słowo "ba-se-nik" wypełniło się po brzegi znaczeniami. Bez płatków, wkroczyliśmy do Wodnego Parku i do oooooogromnej i głęboooookiej 40 cm wanny z zzziu. Pełne zanurzenie stało się czymś na kształ rytuału, potem pływanie na desce, kilka lotów koszących po powierzchni wody i wielokrotna próba utopienia dmuchanych poduszeczek. I to jest właśnie "ba-se-nik"! Wziopa!

Ba-se-nik też wysysa. Tak gdzieś w połowie powrotnej drogi do domu odbiłam na spotkanie z Piaskunem.