Odcieleśniłam się na 12 godzin ziemskich by zgrokować sobotni nalot Dziadków™. Ich widok na progu Lunarnej Katedry uczciłam: 1) planową ambą, 2) zaślinionym, spastycznym stuporem.
Kiepskie wibracje zniknęły wieczorem. Ba! Dałam się im nawet potrzymać na rękach... acz bez specjalnych czułostek, miętoszenia i memłania (pffffprrrpff!). Natłok nowości wymagał analizy zaistniałej sytuacji więc, jak już wspomniałam, odcieleśniłam się poza czas i przestrzeń na całe 12 godzin.
Zgrokowałam to. Dziś o poranku Dziadki i ja zostaliśmy Wodnymi Braćmi :-)