poniedziałek, 3 maja 2010

Oko, bębenek, murale i majowe sówki

3. majowy poranek. 5:50. Śpią. Hmmm. Lewe anetkowe oko. Rozchylam powieki palcami, nachylam się nad okiem i mówię do niego:

- Chyba mam dzisiaj chrypkę na plecach.

Oko się budzi. Jest coraz większe. I już tak szybko nie zaśnie.

* * *

Po kilku kwadransach.
- Luneczko, a co tu mamy na ścianie?
- ...
- Malunki? Z... Czarnej plasteliny?!
- Nie, to nie malunki! To ptaki. Znowu za bardzo się pomyliłaś!

* * *

Na stole. Rysując sówki:

- Nie trzyjcie tak kredkami! Błona bębenkowa mi pęknie!

Przeholowali. Chyba za dużo ostatnio „Było sobie życia”, z faworytami: „Kubkami smakowymi”, Okiem”, „Uchem” i „Neuronami”:)