czwartek, 27 marca 2008

Nawet najdłuższa podróż

Dziś. 6 rano. Środek pokoju. Czekam aż będę miała pełną widownię, po czym…

podnoszę się z kolan na dwie nóżki, przez moment łapię stabilny pion i ... idę trzy-cztery kroczki!!! Sama! Padam roześmiana na kolana, a Anetka z Gatusiem z wrażenia. Boink!

Nawet najdłuższa podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku.

poniedziałek, 24 marca 2008

czwartek, 20 marca 2008

Noise

Czy wiecie, że z foremeczek można zbudować nie tylko efektowną wieżę, ale też pocierać nimi o szybę?

Ja nie wiedziałam.

Aż do dzisiaj.

Wychodzą z tego hardkorowe dźwięki. Prawie ultradźwięki. I tak na przykład czerwony klocek wydaje z siebie industrialny łoskot.

Przy tak eksperymentalnej muzie mam dziki ubaw. Czy kreatywność wzrasta wraz z przybywającą Luną?

środa, 19 marca 2008

Przedformie

Staję na środku pokoju. Wybucham śmiechem. Wracam. I znowu idę na środek pokoju. I wybucham śmiechem. Powtarzam to do znudzenia. Czyli tak z 38 razy.

A to znaczy…

Że wracam do Formy™! Bowiem nie jestem już na Lekarskiej Bombie Wodorowej. I wiecie co? Zbliżam się do samodzielnych pierwszych kroczków.

A teraz pozwolicie, że wrócę na środek pokoju. Muuhahaha!

czwartek, 13 marca 2008

W uchu cyklonu

I stało się. Dziś po raz pierwszy łyknęłam zawiesinkę antybiotyku. Bo mnie uszko rozbolało wczoraj z wieczora. Drapałam, drapałam i rozdrapałam. I zamiast snu, rozpoczęłam kilkugodzinny tour de force po niesamowitych miejscach. Pamiętam jak przez sen, bo czasem przysypiałam przy piersi, a czasem chowałam się na rączkach Anetki i Gatusia. Kilka razy jechaliśmy samochodami, staliśmy w łańcuchu czekających na coś Dużych Ludzi, wpychano mi do ucha srebrny diwajs i pompowano tam roztwór, by w końcu dziś nad ranem trafić do domciu. I dostać czopeczka w Najbardziej Ukrwione Miejsce W Ciele. I resztę przespałam. A od dziś rozpoczynam kurację, podziwiając Panią Wiosnę przez szybę. Póki co. Ech…

poniedziałek, 10 marca 2008

Wiosna w husiugatkach

Dziś ciąg dalszy Prześlicznego Przedwiośnia. Skorzystałam ze słonecznej okazji i cotygodniowych imienin (dziś Dzień Luny — Lundi) i udałam się z Anetką na Placyk Dżordanowski, by sama pobujać się w husiugatkch. Tak jest, dobrze czytacie — sama! Żadnych babć, żadnych pomocnych rączek! Dziś po raz pierwszy samodzielnie.

Poza tym husiugatki zaowocowały nowymi przyjaźniami — z Lilką oraz Olinkiem. Ten ostatni tak do mnie leciał, że aż padł na twarz. Ale twardy był — nawet nie jęknął. Wstał, otrzepał się i uśmiechnął. Bo kto by się krzywił w taki słoneczny dzień?

sobota, 1 marca 2008

Raaa zeeeem! Raaa zeeeem!

Z szuflady na dywan. Z dywanu do szuflady. Z szuflady na dywan. Z dywanu do szuflady. Z szuflady na dywan. Z dywanu do szuflady. Czasem też obok szuflady.

U mnie to co zwykle, a co u Was?