Dziś ciąg dalszy Prześlicznego Przedwiośnia. Skorzystałam ze słonecznej okazji i cotygodniowych imienin (dziś Dzień Luny — Lundi) i udałam się z Anetką na Placyk Dżordanowski, by sama pobujać się w husiugatkch. Tak jest, dobrze czytacie — sama! Żadnych babć, żadnych pomocnych rączek! Dziś po raz pierwszy samodzielnie.
Poza tym husiugatki zaowocowały nowymi przyjaźniami — z Lilką oraz Olinkiem. Ten ostatni tak do mnie leciał, że aż padł na twarz. Ale twardy był — nawet nie jęknął. Wstał, otrzepał się i uśmiechnął. Bo kto by się krzywił w taki słoneczny dzień?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz