czwartek, 27 marca 2008

Nawet najdłuższa podróż

Dziś. 6 rano. Środek pokoju. Czekam aż będę miała pełną widownię, po czym…

podnoszę się z kolan na dwie nóżki, przez moment łapię stabilny pion i ... idę trzy-cztery kroczki!!! Sama! Padam roześmiana na kolana, a Anetka z Gatusiem z wrażenia. Boink!

Nawet najdłuższa podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku.

Brak komentarzy: