I stało się. Dziś po raz pierwszy łyknęłam zawiesinkę antybiotyku. Bo mnie uszko rozbolało wczoraj z wieczora. Drapałam, drapałam i rozdrapałam. I zamiast snu, rozpoczęłam kilkugodzinny tour de force po niesamowitych miejscach. Pamiętam jak przez sen, bo czasem przysypiałam przy piersi, a czasem chowałam się na rączkach Anetki i Gatusia. Kilka razy jechaliśmy samochodami, staliśmy w łańcuchu czekających na coś Dużych Ludzi, wpychano mi do ucha srebrny diwajs i pompowano tam roztwór, by w końcu dziś nad ranem trafić do domciu. I dostać czopeczka w Najbardziej Ukrwione Miejsce W Ciele. I resztę przespałam. A od dziś rozpoczynam kurację, podziwiając Panią Wiosnę przez szybę. Póki co. Ech…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz