Wczoraj wciągnęłam w siebie z ćwierć kostki marynowanego tofu. Weszło cudnie!
Wyszło też cudnie. Dzisiejszego poranka pampers pachniał niczym pielucha wypełniona indyjskim żarciem. Nie pomogło nawet szczelne opakowanie go w trzy woreczki, którymi Anetka próbowała ratować sielski klimat. Ulgę przyniosła dopiero natychmiastowa ewakuacja bomby biologicznej z domu.
Mówicie mi Miss Tofu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz