
Tydzień temu po raz pierwszy zabrałam Totorka na placyk zabaw pokazać mu bujaczki i staw ze zmarzniętymi kaczuszkami. Była okazja: nikt tak wysoko nie buja jak babcia Marysia! Więc babcia nas huśtała, Totorek kołysał się obok w husiugatkach, a sama podskakiwałam i szczerzyłam zęby z radości.
I taki był początek nowej tradycji. Od tej pory codziennie ubieram Totorka — by nie zmarzł! — w moją krasnoludzką koszulkę i zabieram na dżordankowe huśtawki.
Okazało się, że nie ja jedna wychodzę w zimie z pupilami: trzy dni temu spotkałam przy husiugatkach Stasia z gigantyczną pluszową świnką morską w skarpetkach :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz