niedziela, 14 grudnia 2008

Wolna chata

Wczoraj pierwszy raz zostałam

sama.

No, prawie sama, bo musiałam opiekować się babcią Marysią która przyjechała w odwiedziny z Wrocławia. Anetka po raz pierwszy w trakcie mojej wędrówki po tym wymiarze dostała wychodne, spędzając lunarny wieczór poza domem.

A zaczęło się od zrzucenia sobie kolumny głośnika na nogę. Później zarzuciłam sobie kufupandę do wieczornego posiłku, ułożyłam parę konstrukcji klockowych i pościeliłam z babcią barłogi. I usnęłam.

Też sama, choć pod osłoną Luny tuż po pełni.

Brak komentarzy: