
Wczoraj pierwszy raz zostałam
sama.
No, prawie sama, bo musiałam opiekować się babcią Marysią która przyjechała w odwiedziny z Wrocławia. Anetka po raz pierwszy w trakcie mojej wędrówki po tym wymiarze dostała wychodne, spędzając lunarny wieczór poza domem.
A zaczęło się od zrzucenia sobie kolumny głośnika na nogę. Później zarzuciłam sobie kufupandę do wieczornego posiłku, ułożyłam parę konstrukcji klockowych i pościeliłam z babcią barłogi. I usnęłam.
Też sama, choć pod osłoną Luny tuż po pełni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz