Co to był za dzień! Najpierw byłam na teście dwulatka (o czym w kolejnym njusie), potem Anetka poszła do pani dentystki, a ja... odwiedziłam po raz pierwszy Gatusia w pracy. Poznałam maaasę przemiłych osób, zaś Wujek Filip specjalnie dla mnie napompował ogromną Kung-Fu Pandę. Tak ćwiczyliśmy uderzenia, że aż misiu zrobił siusiu na wykładzinę. Ale jest cały i czeka na moje ponowne odwiedziny.
PS. A Cioci Chodzi pięknie dziękujemy za wspaniałe foteczki! :*
1 komentarz:
:)lubię takie słoneczne księżyce no i dzięki Lunie panda, moja przyjaciółka pracowa ożyła:) to była przyjemność próbować łapać obiektywem to co między Wami. panda duza i rozpierająca, miłość widoczna jest ponadObiektywna:)chodzia
Prześlij komentarz