wtorek, 6 stycznia 2009

W górach mrozu


Odczuwalna –17. Wybiegam ochoczo. W drzwiach pierwszy przystanek: ściana mrozu cementuje momentalnie policzki. Już po chwili, niezrażona, podążam za kocimi śladami na sąsiednie podwórko. „Nigdzie dalej” – powtarza zarumieniona Anetka. - Pewnie, nie gdziekolwiek! Odkrywam starą, dawno nie odwiedzaną huśtawkę. No i bujaczki. I cały czas te kocie ślady na puszystym śniegu. Zamiast pięciu nasz pobyt wydłuża się do trzydziestu - szalone 30 minut w paszczy mrozu.

Zima, jakiej nie znałam!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

brr, odczuwalna w paryzewie - 10°! nam tez cementuje policzki, ale wcale nie pozbawia miss S. ochoty do psot i wracamy do domu na balwankowo - osniezone od bitwy na sniezki!!!