poniedziałek, 28 maja 2007

Luneczkowy turli kwantowy

Dziś, gdy tylko Hadit splótł się w czułym uścisku z Nuit, leżąc na pleckach, wykonałam swój Poranny Zestaw Obowiązkowy™: efektowne wygięcie w pałąk, przechył na bok, dynamiczny wyrzut lewego udka pod brodę i...

turli!...

znalazłam się na brzuszku, na niższym materacu tuż obok. Pod samym nosem zadziwionego Hefe.

Ha!
A więc to tak!
Wystarczyło schować jedną rączkę by zaliczyć obrót! Proste niczym przecier z jabłuszka!

Gdy tak wisiałam zawieszona pomiędzy różnicami poziomów obu gryczanych materacyków, Kredka ruszyła z odsieczą przekładając mnie na poprzedni, wyższy poziom, pozostawiając jednak w pozycji brzuszkowej.

No dooobraaa... Ale przecież przed chwilą się czegoś nauczyłam, ne?
Rączka schowana?
Tak?
A zatem!

Turli, turli, turli!

I znowu jestem na pleckach! Jeeeeeeeees! Pełne Turliturli Mortale!

Brak komentarzy: