Ponoć Aziz wcina „szjeścjesiont kilo daktyla roćnie”, zaś ja też już pracuję nad pięknym wdrukiem, ale jabłuszkowym. Na razie trenuję na skromnych kęsach, trąc zamaszyście o dziąsełka (coś się tam ciągle ciśnie i ciśnie!) i spijając pyszniutki soczek z jabłek.
sobota, 4 sierpnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz