piątek, 26 października 2007
Luna w pełni...
O poranku dotrzymałam gekonowego kłusa Dużej Lunie. Gdy ta była w pełni, to i ja w pełni... rozsiadłam się na foteliku i tej pozy nie opuszczałam przez Nie-Pamiętam-Żeby-Kiedykolwiek-Tak-Długo czasu. To trening przed samodzielnym husiusiuaniem w Husiugatkach, dyndających na niedalekim placyku zabaw. Przede mną Kosmos i Jego Osobliwości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz