
Po miesięcznym pobycie wróciłam od Dziadków. Z Anetką, Gatusiem i z dowodem.
Dwa pierwsze dni przechodziłam kwarantannę - rozpoznawałam stare kąty, spałam po 3 godziny na dworze (podczas powrotu pociągiem pobiłam swój rekord bez snu), a przedwczoraj miałam łzawienie oczu.
Ale to już prehistoria. Od wczoraj jestem znów Kroczącą Baterią Słoneczno-Lunarną. Placyk Dżordanowski znów jest mój!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz